Koń jako element stylizacji do zdjęć

jak kapelusz albo ładne buty ….

Nachodzi mnie cyklicznie potrzeba włożenia przysłowiowego kija w mrowisko – widocznie ten typ tak ma 🙂

Rzecz będzie o koniach i o sesjach z nimi (bo jak pewnie zauważyliście robię ich bardzo dużo :P). To jest to co najbardziej kocham robić i bez tych zdjęć nie byłoby tej strony, w ogóle nie byłoby mnie jako spełnionego, dojrzałego fotografa – bo zaczynam takim się czuć. Dla tych sesji porzuciłam niemalże inne (i to jak dobrze płatne zlecenia!) ale nie umiem robić zdjęć i udawać, że mam z tego radochę.
Ale do rzeczy! Niestety jak każdy medal ma dwie strony tak i sesje z końmi czasem bywają … frustrujące. I bynajmniej to nie konie są powodem owej frustracji a ludzie.

Otrzymuje mnóstwo zapytań o takie zdjęcia, często przewija się w nich zdanie „to moje marzenie”, „uwielbiam zwierzaczki”, ale czy ktoś kiedykolwiek zadał sobie pytanie czy podoła tak ciężkiemu zadaniu jak pozowanie z tak wrażliwym, emocjonalnym zwierzęciem? Koniarze zaśmieją się w duchu albo popukają w głowę ale ja mam problem z tym, że ludzie (nazwijmy ich nieprzypadkowo modelkami) traktują konie jako modny gadżet do zdjęć i wykazują zerowe zainteresowanie komfortem zwierzęcia podczas sesji.

Tym gorzej jeśli jest to koń taki jak Djimmer, który momentalnie wyczuwa z kim ma do czynienia i całe emocje uwalnia na zewnątrz. Następstwem jego żywiołowej reakcji na niezrozumiałe sygnały jest oczywiście frustracja i złość rzeczonej modelki no bo co to za głupi koń, że nie chce stać w miejscu i się uśmiechać?! Najczęściej w takiej sytuacji już nie ma co zbierać po modelce, Czarny nie pozwoli sobą sterować jak samochodzikiem na pilota, a nawet jeśli to trzeba umieć tego pilota używać 🙂
Podobne doświadczenia miałam również z fotografami, którzy skarżyli się, że koń „oglądał się na drugiego konia” i biedny fotograf nie mógł zdjęcia zrobić…

I wcale nie chodzi o podział na osoby jeżdżące konno i nie jeżdżące. Widywałam osoby nie jeżdżące, które miały w sobie tak wiele empatii i cierpliwości, że Djimmer był przyklejony do nich jak rzep. A widywałam amazonki, które miały takie parcie na zrobienie zdjęć SZYBKO i PERFEKCYJNIE, że Djimmer dostawał szału od tych ambicji.

Oczywiście nie wszystkie konie są takie. Djimmer to zdecydowanie ekstrawertyk ze skłonnościami do dominacji. Elka natomiast jako typowy draft wszystko przyjmuje ze stoickim spokojem – o ile na horyzoncie widzi nagrodę w postaci smakołyku to cierpliwie postoi tyle ile będzie trzeba. Ogólnie Elka nie ma chyba zbyt wielkiej potrzeby poruszania się w szybkim tempie 🙂

Postanowiłam, że ukrócę trochę sesje z Czarnym, bo po pierwsze widzę po nim jak się zmienia i denerwuje przez tego typu sytuacje, a po drugie to zwyczajnie psuje jego maniery. Więc jeśli jeszcze raz usłyszę coś w stylu „Chcę sesję z tym czarnym bo robi największe wow na insta” albo „nigdy nie siedziałam na koniu, ale ten najbardziej pasuje mi do sukienki” toooo …. trzymajcie mnie 🙂
To tyczy się nie tylko koni ale i psów, z którymi również często robię zdjęcia – wniosek jest jeden i ten sam – bez zrozumienia potrzeb tych zwierząt nie ma mowy o satysfakcjonującej współpracy. Chodzi przecież o coś więcej niż zrobienie modnego motywu … ?

 

Zdaję sobie sprawę jaki strzał w kolano właśnie sobie zaserwowałam ale to w sumie dobrze. Wiem jednak, że poza instagramowymi faszionistami są tu też prawdziwi miłośnicy zwierząt, którzy zrozumieją o co mi w tym całym okrutnym hejcie chodzi 🙂

*modelki przedstawione na zdjęciach są przeciwieństwem przykładów opisanych we wpisie 😉